Przejdź do treści
Rekrutacja
LO3
Przejdź do stopki

1. Wywiad na temat sensu życia z Panią Anetą Mamalą – nauczycielem biologii w LO w Starym Sączu

Treść

Wywiad na temat sensu życia z Panią Anetą Mamalą – nauczycielem biologii w LO w Starym Sączu

 

Biologia – miłość od pierwszego wejrzenia czy długa droga do odkrycia samej siebie?

Chyba jedno i drugie. Biologia zawsze mnie fascynowała, ale z czasem odkrywałam, że jej największą wartością jest nie tylko to, czego uczy, ale też to, jak uczy patrzeć na świat. Im więcej wiem, tym więcej mam pytań. I chyba właśnie to jest w nauce najpiękniejsze – że ciekawość nigdy się nie kończy.

Skąd chęć nauki biologii i przekazywania wiedzy innym?

Bo wiedza ma sens dopiero wtedy, kiedy potrafimy się nią dzielić. Lubię moment, kiedy uczeń zaczyna coś rozumieć, zadaje kolejne pytanie i nagle widzę w jego oczach: „Wow, to naprawdę jest ciekawe!”. Wtedy wiem, po co to robię.

Zwątpiła Pani kiedykolwiek w wybór swojej ścieżki kariery?

Oczywiście. Myślę, że każdy, kto naprawdę dużo od siebie wymaga, czasem się zastanawia, czy idzie właściwą drogą. Ale nigdy nie zwątpiłam w to, że chcę pracować z młodymi ludźmi. Bywa, że jestem zmęczona, czasami bardzo. Młodzież potrafi naładować akumulatory, ale potrafi też rozładować je do zera. Mimo wszystko następnego dnia znowu chce mi się być w szkole.

W jaki sposób obecnie poszerza Pani swoją wiedzę z zakresu biologii?

Nie potrafię stać w miejscu. Czytam, szkolę się, szukam nowych metod, śledzę nowe odkrycia, korzystam z konferencji, projektów i doświadczeń innych nauczycieli. Szukam też inspiracji poza samą biologią – w psychologii, edukacji, medycynie czy naukach o człowieku. Uważam, że najlepszą inwestycją jest inwestowanie w siebie.

Czy nadal czuje Pani tę samą ciekawość co na początku nauki?

Nawet większą. Tylko dziś wiem, że ciekawość nie zawsze prowadzi do odpowiedzi. Czasami prowadzi do kolejnych pytań. I to jest piękne.

Praca w szkole – pasja czy obowiązek?

Zdecydowanie pasja, chociaż pasja nie oznacza, że zawsze jest łatwo. Gdyby była tylko obowiązkiem, prawdopodobnie nie chciałoby mi się robić tylu rzeczy poza lekcjami – prowadzić Klubu Impuls, angażować uczniów w wolontariat, projekty naukowe i medyczne, wyjazdy czy konkursy. Pasja daje energię, ale wymaga też ogromnej pracy.

Czy zauważyła Pani swoją „moc” zjednywania sobie młodych ludzi? Co ma na to wpływ?

Nigdy nie myślałam o tym jako o jakiejś „mocy”. Myślę, że młodzi ludzie bardzo szybko wyczuwają fałsz. Nie próbuję być ich koleżanką. Jestem nauczycielem, ale jednocześnie traktuję ich poważnie. Słucham ich, ufam im, daję im odpowiedzialność i pozwalam mieć własne zdanie. Myślę, że młodzież potrzebuje dorosłych, którzy nie lekceważą ich świata.

W jaki sposób zaczęła Pani angażować swoich podopiecznych w wolontariat?

Zaczęłam od pokazania im, że pomaganie nie musi być wielkim, bohaterskim gestem. Czasem wystarczy poświęcić swój czas, zrobić coś dla drugiego człowieka, zauważyć czyjąś potrzebę. Potem zaczęliśmy działać coraz więcej. I nagle okazało się, że uczniowie sami przychodzą z pomysłami. To jest dla mnie największy sukces – kiedy nie trzeba już nikogo namawiać.

Czym jest dla Pani praca charytatywna i dlaczego poświęca jej Pani prywatny czas?

To jest dawanie komuś kawałka własnego czasu. A czas jest dziś chyba jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie mamy. Nie robię tego dlatego, że muszę. Robię, bo chcę mieć poczucie, że mój czas może być dla kogoś ważny.

Co sądzi Pani o stwierdzeniu, że ludzie nie potrafią znaleźć sensu życia przez materialne podejście do niego?

Myślę, że rzeczy materialne mogą dawać komfort, ale bardzo rzadko dają prawdziwe poczucie sensu. Człowiek potrzebuje czegoś więcej – relacji, poczucia, że jest potrzebny, rozwoju, działania dla innych. Można mieć bardzo dużo i jednocześnie czuć ogromną pustkę. Można też mieć niewiele, a czuć, że robi się coś naprawdę ważnego.

Czy tworzenie treści i promowanie lokalnych wydarzeń można nazwać Pani kamieniem milowym na drodze do spełnienia i odnalezienia sensu życia?

Nie wiem, czy nazwałabym to kamieniem milowym. Raczej kolejnym elementem mojej układanki. Lubię działać, opowiadać o ludziach, miejscach i wydarzeniach, które są ważne dla naszej społeczności. Daje mi satysfakcję, kiedy dzięki temu ktoś odkrywa coś, czego wcześniej nie znał. Być może właśnie sens życia nie polega na znalezieniu jednej wielkiej odpowiedzi, ale na składaniu z małych rzeczy czegoś, co jest dla nas ważne.

Czym jest dla Pani Stary Sącz i lokalna społeczność?

To moje miejsce. Miejsce, które nie jest tylko punktem na mapie. To ludzie, historie, wspomnienia i codzienne życie. Lubię obserwować, co się tutaj dzieje, i mieć poczucie, że mogę być częścią tej społeczności – czasem jako nauczyciel, czasem jako wolontariusz, czasem jako osoba, która po prostu coś opowie i pokaże innym. Taka ze mnie "starosądecka influencerka".

Jak rozumie Pani pojęcie sensu życia? Czy można jednoznacznie stwierdzić, że ktoś odnalazł i w 100% zna sens swojego życia?

Nie sądzę. I chyba nawet nie chciałabym powiedzieć, że już odnalazłam swój sens życia w stu procentach. Cały czas się szukam. Zmieniam się, uczę, próbuję nowych rzeczy, czasem się zatrzymuję i zastanawiam, co dalej. Wyciągam wnioski i lekcje z porażek a także sukcesów.
Dzisiaj myślę, że sens życia nie jest jednym celem, który kiedyś osiągamy i możemy powiedzieć: „Gotowe, znalazłam”. Dla mnie to bardziej kierunek niż meta.
Mam ogromne szczęście, że w mojej pracy spotykam młodych ludzi, którzy mnie inspirują. Oni naprawdę mnie napędzają. Czasem zabierają mi całą energię, ale jednocześnie dają mi powód, żeby następnego dnia znowu ją znaleźć. I chyba właśnie tego szukam – żeby moje życie nie było tylko przeżyte, ale żeby było komuś potrzebne.

 

Iga Bałuszyńska

Emilia Baran

4c

396577