Przejdź do treści
Rekrutacja
LO3
Przejdź do stopki

11. ŻYCIE W TRYBIE OFFLINE

Treść

Żyjemy w czasach, w których smartfon przestał być jedynie narzędziem, a stał się niemal przedłużeniem naszej ręki, bez którego funkcjonowanie wydaje się niemożliwe. Wszechobecna elektronika wplotła się w każdą minutę naszego dnia, sprawiając, że gdy tylko ekran gaśnie, a bateria się rozładowuje, zamiast spokoju czujemy niepokój, a wręcz narastającą złość. Zastanawiam się, kiedy to nastąpiło. Kiedy świat bez dostępu do sieci stał się dla nas synonimem paraliżu? Z uśmiechem wspominam dni, kiedy telefon potrafił spokojnie leżeć na półce, zapomniany. W ogóle go nie potrzebowałam. Potrafiłam zaplanować sobie dzień i spędzać dużo czasu na świeżym powietrzu – tak po prostu, po ludzku. Dziś ta prosta czynność stała się czymś trudnym do wykonania, za czym coraz częściej tęsknimy.

Wielu z nas czuje dziś wewnętrzną, wręcz fizyczną potrzebę odcięcia się od tego przymusu i odzyskania wolności. Próbujemy walczyć, powtarzając sobie – jak w wielu innych życiowych sytuacjach – że zmienimy to „od jutra”, „od poniedziałku” albo „od nowego miesiąca”. Te obietnice pokazują, jak bardzo tęsknimy za dawną niezależnością, a jednocześnie uświadamiają, w jak silne sidła cyfrowego świata daliśmy się złapać.

Gdy sama spróbowałam odciąć się od telefonu na jeden dzień, poczułam ulgę i przekonałam się, że to naprawdę jest możliwe. Tak wyglądał mój dzień.

Początki tego doświadczenia nie były łatwe. Gdy od rana nie miałam telefonu w ręce, już po godzinie bardzo wyraźnie odczułam wewnętrzną potrzebę sięgnięcia po niego. Brakowało mi odruchowego sprawdzania powiadomień, przewijania ekranu i przeglądania mediów społecznościowych. Były momenty, kiedy było mi naprawdę ciężko. Myśli zaczęły kotłować się w głowie, pojawił się lęk i pewnego rodzaju niepokój. Obawiałam się, że jeśli nie sprawdzę powiadomień albo nie przejrzę telefonu, coś ważnego mnie ominie.

Wtedy powiedziałam sobie, że dam radę. Nie takie rzeczy już robiłam – wytrzymam. Postanowiłam zająć głowę czymś faktycznie ważnym. Najpierw były to codzienne obowiązki, takie jak wyniesienie śmieci, posprzątanie domu, przygotowanie obiadu czy nauka.

Z godziny na godzinę potrzeba sięgania po telefon stawała się coraz mniejsza. Szczerze mówiąc, po pewnym czasie nawet o nim nie myślałam. Nie odczuwałam już obowiązku sprawdzania Instagrama, scrollowania TikToka czy innych mediów społecznościowych. Początkowe napięcie szybko zaczęło ustępować miejsca czemuś spokojnemu i radosnemu. Pojawił się niesamowity spokój oraz ogromna ulga wynikająca z faktu, że nie muszę być na bieżąco z całym światem. Mogłam spokojnie pomyśleć i zastanowić się, jak dobrze wykorzystać ten czas.

Zyskany w ten sposób czas sprawił, że mój dzień niesamowicie się wydłużył. Zamiast marnować godziny na bezmyślnym przeglądaniu internetu, mogłam zająć się wieloma przyjemniejszymi i bardziej wartościowymi rzeczami. Miałam czas, by bez pośpiechu poczytać książkę, pouczyć się – co okazało się o wiele efektywniejsze bez rozpraszacza – a nawet pomóc mamie i trochę odciążyć ją od obowiązków. Udało nam się nawet wyjść razem na spacer. Te aktywności dały mi dużą satysfakcję i poczucie dobrze wykorzystanego czasu, którego wcześniej ciągle mi brakowało.

Największą zaletą tego eksperymentu była jednak możliwość skupienia się na relacjach z bliskimi. Zazwyczaj razem z siostrą mijamy się w ciągu dnia, ale tym razem spędziłyśmy razem naprawdę wartościowy czas. Wciągnęłam ją nawet w całe to doświadczenie. Grałyśmy razem w siatkówkę, korzystając z pięknej, słonecznej pogody, a wieczorem upiekłyśmy ciastka. Sam proces przygotowywania ciasta i pieczenia sprawił nam mnóstwo radości i zabawy.

Podsumowując, czas bez telefonu pokazał mi, jak wiele tracimy, będąc uwięzionymi w wirtualnym świecie. Mimo początkowych trudności i silnego nawyku sięgania po tego typu urządzenia, zwłaszcza telefon, bilans tego dnia jest zdecydowanie pozytywny.

Odzyskałam spokój, zrobiłam wiele pożytecznych rzeczy i spędziłam cudowny czas z rodziną. To doświadczenie uświadomiło mi, że warto świadomie odkładać elektronikę, aby naprawdę zacząć żyć tu i teraz. Nie mówię o całkowitym rezygnowaniu z telefonu, ale o wprowadzeniu chociażby limitów czasowych, dzięki którym możemy zrobić krok w stronę lepszego życia – takiego, za które w przyszłości sami sobie podziękujemy.

Maja Pietrzak

Powrót

343633